Publiczne Gimnazjum

im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego



KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI

(22.01.1921 - 04.08.1944) był młodym , wrażliwym człowiekiem, utalentowanym literacko i plastycznie. Sam napisał o sobie:

Ja, żołnierz, poeta, czasu kurz.

Dzięki rodzicom zdobywał wykształcenie humanistyczne. Matka Stefania była pierwszą czytelniczką i recenzentką debiutanckich utworów swojego 15 - letniego syna. Uwielbiała swojego jedynaka, zwłaszcza że ten był chorowity, cierpiał na astmę. Kiedy matka czuwała nad rozwojem jego talentu, ojciec (choć z nim miał słabszy kontakt) dbał o jego rozwój intelektualny i siłę charakteru. Skromność, powaga, osłabienie chorobą, smutne oczy i fascynacja światem literatury sprawiały, że Krzysztof odróżniał się od swoich rówieśników. Często był przez nich niezrozumiany, ale intrygował, zwłaszcza koleżanki, swoją odmiennością. Kiedy wybuchła wojna, miał zaledwie 18 lat, parę miesięcy wcześniej zdał maturę w Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie, marzył o studiach w Akademii Sztuk Pięknych, zdecydował, że będzie poetą. Silnie przeżył śmierć ojca Stanisława i początek okupacji. Wojna porażała go swoją bezwzględnością, grozą, cierpieniem.

Widziałem jeszcze owe madonny i dzieci,
napadnięte w ulicach, odarte z uśmiechów,
z miłości i spojrzenia. O! Czułem, czy wiecie?
ciężar ziemi na sobie, ciężar wszystkich grzechów.



Kreślił poetyckie katastroficzne obrazy świata skażonego wojną. Pod literackimi pseudonimami Jan Krzyski i Jan Bugaj pisał o tragicznym pokoleniu młodych ludzi.

Nas nauczono. Nie ma litości.
Nas nauczono. Nie ma sumienia.
Nas nauczono. Nie ma miłości.


Jakby na przekór tej mroczności poszukiwał czegoś szlachetnego. Odnalazł to w miłości do Barbary Drapczyńskiej. Młoda, inteligentna i rozważna kobieta była jego towarzyszką, podporą, natchnieniem i recenzentką. Swojej ukochanej żonie, podobnie jak matce, dedykował wiele utworów. To właśnie te dwie kobiety, ich miłość, spokój i dobro przeciwstawiały się wojennemu koszmarowi - trzeba umieć ludzi pokochać. Tym bardziej decyzja wrażliwego poety o wstąpieniu do zbrojnego podziemia dla wielu była zaskoczeniem. Ci, którzy widzieli w nim niezwykłego twórcę, następcę Słowackiego, z zachwytem słuchali jego poezji na literackich wieczorkach, próbowali odwieść go od tego zamiaru. Krzysztof jednak uznał, że jest to czas na walkę - Trzeba nam teraz umierać, aby Polska umiała znów żyć. Zginął czwartego dnia powstania warszawskiego, a parę dni później jego ukochana Barbara. Wspomnienia o Baczyńskim nie można kończyć jednak obrazem jego śmierci, bo silniejsza jest od niej wiara poety w siłę i dobro człowieka.

Przez te czasy, nad te czasy,
Ponad nami - czas miłości.